Zmieniona
Blog z opowiadaniem
czwartek, 26 grudnia 2013
Dopiero teraz rozejrzałam się uważnie po pomieszczeni, w którym przebywałam. Moje łóżko znajdowało się na środku rzędu identycznych łóżek pod ścianą. Przy każdym stała mała szafka. Pod oknami zauważyłam większe posłania. Obok każdego była duża komoda. Wszystko sprawiało wrażenie jakiegoś szpitala.
Spojrzałam pytająco na Davida.
- Zaraz się wszystkiego dowiesz. - powiedział i uśmiechnął się życzliwie. - Tak dla pewności... Jesteś Camille Ellis, masz 16 lat i chodzisz do tej samej szkoły co ja?
- Tak. - odpowiedziałam. Był dopiero wrzesień (mój pierwszy rok w liceum) i jeszcze nie miałam okazji wszysykich dobrze poznać.
- Jestem David Hill jakbyś miała wątpliwości. - przedstawił się.
- Aha...
- Na pewno chcesz się dowiedzieć co się stało i gdzie się znajdujesz.- udał zamyślonego. - Zgadłem?
- Oczywiście. - odpowiedziałam. Cieszyłam się że wreszcie będę miała pojęcie o tym co się wydarzyło.
- Dawno, dawno temu, gdzieś około starożytności na Ziemi wylądowali kosmici, a przynajmniej tak się uważa. - zaczą.
- Co to ma wspólnego ze mną? - zastanawiałam się co on plecie.
- Nie przerywaj to się zorientujesz.- kiwnęłam głową na znak zgody, a on kontynuował. - Jak już mówiłem zanim brutalnie mi przerwano... - przewróciłam oczami - Na Ziemi byli kosmici i przywieźli ze sobą choroby, które wcześniej nie występowały. Choroby te roznosiły się przez ugryzienie, ale niestety były też dziedziczenie. Czym te choroby się objawiały? Mutacje. Ludzie zmieniali się w różne stworzenia zależnie od genów. Tak powstały historię o wampirach, elfach, wilkołakach, yeti oraz o wielu podobnych istotach. Jest dużo mutacji ale wszystkie łączy kilka rzeczy, jedną z tych rzeczy jest czterostopniowa przemiana dobrowolna. Pierwszy stopień to przemiana zerowa, wyglądasz normalnie jak człowiek. Drugi stopień to przemiana częściowa, czyli przemieniasz tylko niektóre elementy ciała np. Wyrastają ci kły, pazury. Trzeci stopień to przemiana całkowita, jesteś w całości mutantem. I ostatni wcale nie najtrudniejszy stopień czwarty, przemiana maskująca. Przemieniasz się w jakieś zwierze.
- Śmieszne, ale ja chcę wiedzieć co się stało. - przerwałam mu znowu.
- Nie wierzysz? - uśmiechnął się jakby tylko na to czekał. - To patrz...
Jego paznokcie zaczęły rosnąć, wydłużać się Po chwili były już długimi szponami. Zęby zrobiły mu się ostre, z łatwością mogłyby przegryźć kość. Wzdrygnęłam się. Uszy stały się spiczaste. Piękne już i tak mięśnie wyraźnie urosły. Ciało sprawiało wrażenie pokrytego lodowym pancerzem. Oczy zrobiły się jeszcze dziksze. Pojawiła się biała peleryna którą szybko strząsną i przemieniła się w czarną. Cała przemiana trwała może sekundę. Wytrzeszczyłam oczy. Otworzyłam usta ale nie mogłam wydusić ani słowa. Widząc moją minę zaczą się śmiać.
- Ale masz głupią minę. - zaczął się śmiać.
- Ty, ty jesteś...
- Wspaniały? Tak Cami (Cami? Ok, niech sobie tak mów)i jestem wspaniały.
- Straszny.
- Ty od teraz jesteś podobna.
- Nie - mój mózg próbował przyswoić nowe informacje. Gdzieś w środku chciałam, aby to był żart.
- Zostałaś zarażona przez ugryzienie. Wczoraj zaatakował cię chłopak, który przechodził swoją pierwszą przemianę nie z własnej woli.
- Nie z własnej woli? - nie rozumiałam.
David wyjaśnił mi że zanim opanuje się transformacje dochodzi do nich co noc i nie ma się kontroli nad własnym ciałem.
Przez kilka godzin próbowałam uwierzyć, że wszystko to jest prawdą. Pomimo wyraźnego dowodu w postaci przemienionego chłopaka.
- Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Spędzisz ze mną dużo czasu - oznajmił nagle. - Zostałem twoim opiekunem.
- Moją nianią?
- Cami, Cami już jesteś za duża na nianię. - wyszczerzył się. - Ja to taki ,,Pomocny Przyjaciel" i trener w jednym. Nauczę cię przemian, walki, telepati, kontroli mocy... - wyliczał.
- Ale przed nocą się nauczę? - zapytałam niepewnie.
- Oczywiście... - poczułam ulgę - Że nie.
- Dlaczego ja nie chcę nad sobą nie panować.
- Trening zaczniemy dopiero jutro. Najpierw trzeba zobaczyć jaką formę przybrało twoje DNA, a o tym przekonamy się dopiero po zachodzie słońca. Tak właściwie to już za godzinę. - zauważył.
- Chcesz mi powiedzieć że nie wrócę na noc do domu? - zapytałam.
- Ani tej, ani następnej nocy. - poinformował mnie. - Tak długo jak to będzie konieczne zostaniesz tutaj. Później twój ,,Pomocny Przyjaciel" znajdzie tobie, a co za tym idzie i sobie jakąś watahe.
- Że co proszę?
- W stadzie raźniej, ale będziesz miała kontakt z rodziną i od szkoły się nie wymigasz. - pogroził mi palcem. - Ja przez ostatnie trzy lata podróżowałem i do żadnego nie należałem, ale... Ah nie wyjaśniłem ci jeszcze gdzie jesteś.
- No, nie miałam okazji się dowiedzieć. - odpowiedziałam.
- Jesteś w Lecznicy.
- Lecznicy? - nie rozumiałam o czym on gadał.
- Takie miejsce jest w każdym województwie i każdym kraju. To pomysł Międzynarodowej Rady. - widząc zdziwienie na mojej twarzy wyjaśnił - Aby panował porządek i dla bezpieczeństwa od XV wieku funkcjonuje Rada. Dba ona o... Po prostu się rządzi ustala jakieś przepisy niektóre sensowne inne mniej. Niestety nie każdy się jej słucha. Ja od początku tego roku przestrzegam wszystkich ich reguł.
- A co robiłeś wcześniej?
- Różnie bywało z tym. O który konkretnie wiek pytasz? - uniósł pytająco brwi. - Sto lat dla nas jest jak jeden rok dla LANM.
- Dla kogo? Mów jaśniej.
- Ludzi Absolutnie Nie Mutujących to jest oficjalna nazwa wymyślona przez Radę. - oświecił mój umysł.
- Aha
- Przez sto lat zestarzejesz się tak jak normalny człowiek przez rok. A wracając do Rady, to jej pomysłem były Lecznice. Odpowiedzialne za to osoby pomagają świeżo zarażonym. Ja z nudów się zgłosiłem. O dziwo nie chcieli mnie przyjąć. Ale jakoś ich przekonałem. Tak więc przydzielono mi ciebie i to tak do odwołania, bo mam też cię chronić.
- Yyy nie chcę ci przerywać, ale zostało już trochę mniej niż pół godziny do zachodu. - byłam zdenerwowana.
- A masz rację. Idziemy.
Przeszliśmy przez kawałek lasu, w którym znajdowały się budynki Lecznicy i weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia. Usiadłam na fotelu a David przypią mnie łańcuchami. Były grube w życiu bym ich nie rozerwała. W pomieszczeniu były kamery. Rano miałam zobaczyć co się działo po zachodzie. Chłopak towarzyszył mi do momentu gdy słońce zaczęło zachodzić. On te noc miał spędzić przed ekranem kontrolując czy ze mną wszystko w porządku. Wychodząc zamkną za sobą na pięć zamków tytanowe drzwi.
Czekałam... Po kilku minutach wszystko mnie bolało. Później poczułem się zmęczona i miałam wrażenie, że jednocześnie zasypiam i się budzę.
___________________________________________
Jeśli ktokolwiek do czytał aż do tego miejsca to proszę o komentarz. Z góry dzięki.
poniedziałek, 23 grudnia 2013
taki początek
Otworzyłam oczy. Otaczała mnie ciemności. Chyba był środek nocy. Moje zwykłe ubranie ( spodnie rurki, białe conversy, cienka bluzka oraz bejzbolówka ) było kompletnie przemoczone, na dodatek brudne i podarke. Lało. W oddali usłyszałam grzmot, zmobilizował mnie on do podniesienia się z ziemi.
- Gdzie ja jestem? -zastanawiałam się na głos.
Poczułam okropny ból głowy. Dotknęłam bolącego miejsca dłonią i spostrzegłam że krwawi. Krwawiła nie tylko głowa. Spodnie na łydce były rozdarte, a sama łydka w kiepskim stanie. Do moich uszu dobiegł odgłos kroków. Instynktownie zaczęłam uciekać przed siebie. Już czułam oddech tego czegoś na plecach i nie był to raczej człowiek.
-Czym jesteś?!-zawołałam, ale nie otrzymałam odpowiedzi.
Odwróciłam głowę w kierunku stwora i zobaczyłam że szykuje się on do skoku.
-POMO...-tyle zdążyłam wykrzyczeć, bo poślizgnęłam się na mokrym podłożu i upadła. W ostatniej chwili. Potwór przeleciał kilka centymetrów nade mną. Spróbowałam się podnieść, niestety nie dałam rady. Moje obolałe ciało odmówiło posłuszeństwa. Zamknęłam oczy i poczułam że pazury tego czegoś rozrywają mi skórę na ramieniu.
-Dam radę-powtarzałam rozpaczliwie się wyrywając. Straciłam przytomność...
***
Leżałam na miękkim łóżku. Powoli otworzyłam oczy .
-Jak widzę księżniczka raczyła wreszcie otworzyć swe patrzałki!-usłyszałam znajomy głos. Jego właściciel był ode mnie dwa lata starszy, ale pomimo to był w 2 liceum. Nazywał się David Hill i był okropnie przystojny. Czarnejak noc mające w sobie coś dzikiego oczy, Krucze włosy... No z wyglądu ideał.
-W życiu chyba nie widziałaś nikogo tak przystojnego jak ja bo nie odzywasz ode mnie wzroku.- stwierdził uśmiechając się.
-Patrzyłam się na świat za oknem, który chyba próbujesz mi zasłonić swoją osobą. - odpowiedziałam, bo nic innego nie przyszło mi do głowy.
-Próbuję?- zapytał urażonym głosem -Czy Ty mi sugerujesz, że widzisz jakiś świat poza mną? -dodał śmiejąc się.
-Nie schlebiaj sobie.
Próbowałam dojść o co mu chodzi. Nawet nigdy z nim nie gadałam.
___________________________________________
Dopiero zaczęłam publikować, ale nabazgrane mam już troszkę. Mam nadzieję że będzie się podobać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)